Piąty festiwalowy schyłek lata w Łodzi, czyli kosmiczne podróże, harfa i muzyczne eksperymenty na Great September 2026
Napisane przez Agnieszka Protas · opublikowano · zaktualizowano

Kolejny schyłek lata i kolejna wizyta w Łodzi. Czy pięć lat można już nazwać tradycją? Ja się o to pokuszę. Zatem, po staremu, Łódź zatętniła muzycznym życiem, spacerami, czasem nawet biegami w różne miejsca, gdzie mogliśmy posłuchać dźwięków całkiem nowych, ale i tych bardziej już znanych.
Wśród tych wszystkich koncertów, które udało mi się zobaczyć, kilka szczególnie zapadło mi w pamięć. I skupię się tutaj na tej stronie bardziej niezależnej, bo byłam choćby i na Zalewskim, to porządna firma, co tu więcej powiedzieć.
Ars Latrans Orchestra
Pierwszym moim festiwalowym strzałem był zespół Ars Latrans Orchestra. Polowałam już na ich koncert, gdy grali w krakowskiej Alchemii, niestety siła wyższa nie pozwoliła mi tam dotrzeć. Odbiłam sobie za to teraz.
Ars Latrans Orchestra to kolektyw muzyczny, którego kapitanem i okrętem jest Piotr Wykurz, kompozytor i perkusista. Skład grupy jest zmienny, jak samo i tematy, które poruszają w swoich utworach. Ostatnim wydawnictwem zespołu jest album "Katharsis".
Co zrobiło na mnie największe wrażenie to harfa, instrument, który uwielbiam, zarówno z wyglądu jak i jego dźwięk. Drugim, co, a raczej kto, wbił mnie w fotel był Kuba Folwarczny, którego mogliśmy w ramach Grejta posłuchać niejednokrotnie i nie tylko w tej odsłonie, bo i solo. Ten głos zapisze się w mojej pamięci i z ogromną chęcią zaobserwuję dalszy rozwój tego zdolnego wokalisty i gitarzysty.
Wybrzmiały takie utwory jak "Ślad" czy zaśpiewany pod koniec koncertu z publicznością "Jak chcesz". Gdy wydawało się, że to już koniec, to na deser zespół zaserwował nam "Katharsis".
Brzmią wyśmienicie, słychać pomysł, zgranie i przywiązanie uwagi do szczegółów. To był bardzo mocny akcent tego wieczoru, chociaż tak wyważony.
Muszę przyznać, że po cichu liczyłam na "Tokyo", który jest mi najbliższy i od jakiegoś czasu przynajmniej kilka razy w tygodniu po prostu muszę go sobie włączyć, nie doczekałam się, z drugiej strony doskonale zdaję sobie sprawę, że to utwór z debiutanckiej płyty, a nie ona była tematem czwartkowego występu. Jak to bywa z nadzieją – umiera ostatnia – kto wie, może jeszcze kiedyś.

Stany Pośrednie
Na nich po prostu nie mogłam nie iść. Jako, że to już trzeci ich koncert, na którym byłam, to chyba spokojnie mogę powiedzieć, że zdanie mam wyrobione. Poszłam tam po to, żeby samej sobie potwierdzić, że grają rewelacyjnie, są dowodem na to, że można robić muzykę wypełnioną po brzegi gitarowym brzmieniem, a jednak każdy dźwięk ma tu swoje miejsce. I powtórzę to, co zauważyłam już wcześniej, robią to wszystko bez zadęcia. Rzadkie to w świecie pełnym chaosu.
Zaczęli "Idealnym Życiem", był i "Wtorek", o ile się nie mylę pojawiły się cztery numery z nadchodzącej EPki, na koniec pojawił się "Pies". Gdy już nadstawiłam uszu, bo pojawił się temat kiedy możemy spodziewać się nowej EPki, nie dowiedziałam się kompletnie niczego. Cóż, pozostaje czekać. Zatem czekam.

Poczta Polska
Już od jakiegoś czasu Poczta Polska pojawia się w piosenkach, które poleca mi Spotify i je przesłuchuję. Dlatego stwierdziłam, że to dobry moment, żeby zobaczyć ich na żywo. Ten alternatywny duet tworzy muzykę zawierającą w sobie elementy post-punku, synth-popu oraz zimnej fali, gdzie ja słyszę tu nacisk na taką część tej muzyki, która powstawała po naszej stronie żelaznej kurtyny.
Co do samego koncertu, to im dalej w las tym... lepiej. Może na początku było lekko niemrawo, jednak później i chłopaki się rozkęcili, i publiczność. Koncert został podzielony na części bardziej gitarowe i bardziej syntezatorowe. Premierowo zagrali dla nas "Krawężniki", jak sami powiedzieli ( z przymrużeniem oka) ekskluzywnie dla Great September. Najlepsza część przypadła na sam koniec przy kawałku "Z różnych powodów", który aż czuć było chłodem i klimatem sowieckiej zimnej fali. W tym momencie stwierdziłam, że chciałabym tu postać i posłuchać dłużej.
I chociaż czuję, że jest jeszcze trochę pracy przed Pocztą Polską, to uważam, że to duet warty obserwowania.

Martini Police
Nie mieli daleko, bo pochodzą z Łodzi, ale zabrali nas tam, gdzie wzrok nie sięga, bo w kosmiczną podróż. A nawet retro kosmiczną podróż. Wiał w nas elektryczny wiatr, posłuchaliśmy Polskiej Kroniki Filmowej, szkoda, że nie znam alfabetu Morse'a, bo i w ten sposób pojawił się zaszyfrowany przekaz, były też "Bliskie spotkania" i były kolory, a wśród nich "Błękit". Pod koniec mogliśmy posłuchać nowego singla "Melinda" oraz "Sierpnia".
Jeśli ktoś jeszcze nie kojarzy Martini Police, to uważam, że najwyższy czas nadrobić zaległości. To chyba jeden z ciekawszych projektów na naszym rynku muzycznym. Panowie mają na siebie pomysł i trzymają się raz obranej ścieżki. Ich muzyka czerpie garściami z klimatu lat 60. i 70., muzycznie szczególnie z rocka i psychodelii, tekstowo dostajemy tu historie i wizje science-fiction tamtego okresu. Jest spójnie, gitarowo, melodyjnie, a dźwięk organów Hammonda dopełnia ten kosmiczny obraz domykając retro-futurystyczne uniwersum stworzone przez Martini Police.
A Wy jesteście gotowi na "Muzykę Gwiezdnych Liniowców"? Bo ja już na ten statek wsiadłam i chętnie zatęsknię za Ziemią jeszcze raz.

Bazgrołki
Zawsze lubiłam młodsze mocniejsze uderzenie. Takim momentem dla mnie był zespół Bazgrołki. Niech Was nie zwiedzie "Dziewczyna z Seattle", bo zespół ma do zaoferowania o wiele cięższe i mroczniejsze oblicze. I to właśnie ono zainteresowało mnie najbardziej. Cieżkie, zwolnione i potężne gitary skutecznie sprawiły, że zostałam w zatłoczonym i wypchanym do granic możliwości klubie Iron Horse. Warto było, przy okazji potem już się trochę przeludniło i w końcu udało mi się zobaczyć, że jest to projekt nie tylko muzyczny, ale i wizualny. Klasyfikacja ich muzyki jest niezwykle trudna, ale mamy tu kilka odmian rocka, bo i noise, i psychodelię, dla mnie sporo tam słychać doomu. Nazwijmy to po prostu eksperymentem, zmieści się w tym pojęciu wszystko, a nawet i więcej. Mnie ujęło to zwolnione tempo nowego materiału, masywne brzmienie i bardzo dobre głosy. Na koncercie dowiedziałam się, że zdecydowanie trafia do mnie "Przełamując fale", tegoroczne wydawnictwo. Jeśli o mnie chodzi, to mam nadzieję, że dalej też pójdą w tę stronę.

Widzimy się
A tak na koniec, ważne tak samo, jak i koncerty są tutaj spotkania i część konferencyjna. Dziękuję wszystkim i każdemu z osobna za śmiech, za rozmowy, te bardziej i mniej poważne, za śpiew, za taniec, fantastyczne dni i cudne wieczory.
To szczęście, że mogłam Was zobaczyć jeszcze raz, równie mocno się cieszę z nowo zawartych znajomości. Jesteście Grejt! Dobry czas to był.
Do zobaczenia w przyszłym roku.
Pozdrawiam,
Agnieszka Protas - Arytmia
Powiązane tematy
Zobacz więcej wpisów w tych kategoriach, aby pogłębić wiedzę o scenie i wykonawcach.
O autorce
Agnieszka Protas prowadzi Arytmię – blog muzyczny i cykl Subiektywny Leksykon Płyt, Które Warto Mieć. Kolekcjonerka winyli, pisze o post punku, new wave, synth-popie i klimatycznych ścieżkach dźwiękowych.
Poznaj autorkę →